piątek, 8 czerwca 2012

Świąteczne lenistwo z migawką w tle...









środa, 6 czerwca 2012

Wielkie Pieczenie Bułek:)

I nawet zwieńczone sukcesem- zaprzyjaźniona sąsiadka użyczyła aparatu;)

Domowy wyrób pieczywa ma swój niepowtarzalny klimat- dom wtedy tak pięknie pachnie, po prostu prawdziwym domem... To mój najlepszy sposób na chandrę, która ostatnio podejrzanie często mnie nawiedza... Ale te roześmiane, pełne buzie rekompensują i leczą wszystko:)


Bułeczki powstały z przepisów Liski, które znajdziecie tutaj oraz tutaj. Przepisy Liski są tak precyzyjne, że chyba nie mają szans się nie udać;) W bułeczkach razowych pestki słonecznika zastąpiłam pestkami dyni.
I tak to właśnie wyszło:



Wczoraj był naprawdę bardzo fajny dzień...


Ściskam, Kasia

wtorek, 5 czerwca 2012

I nastał czerwiec...

... a szkoda, bo ja kocham wszystkie maje...
Niestety, nie da się nic poradzić na upływ czasu. Taki to paradoks- czasem chcemy, aby ten czas przyspieszył, bo nie możemy się już doczekać upragnionych chwil... Później znów wolelibyśmy, aby zatrzymał się w miejscu, ale on wtedy biegnie tak szybko, że aż trudno uchwycić choćby jedną małą chwilkę...

Z przyczyn technicznych nie idzie mi pisanie bloga...;(

Dzisiaj będzie za to Wielkie Pieczenie Bułek :)
Nie jestem pewna, czy pochwalę się efektami, gdyż ponieważ zdaje się, że padł mi aparat...( wspomniana przyczyna techniczna). Czas rozejrzeć się za nowym, bo nie sposób żyć bez fotografii... :(
W każdym bądź razie bułeczki będą lekko słodkie, a drugie- dla mnie- z mąki pełnoziarnistej ze słonecznikiem.
Tak, tak... pieczenie to jest jeszcze to, co cały czas (oprócz fotografowania) sprawia mi niesłabnącą przyjemność i daje satysfakcję, tym bardziej, że mam kogo karmić ;)
Takie karmienie ma same uroki... Najpierw stoją przy mnie napaleńcy- ochotnicy do przesiewania mąki i rozrabiania drożdży, które to później po całej kuchni wycieram ;) Następnie jęczą, że trzeba tak długo czekać, aż ciasto wyrośnie. Kolejno jęczą, że trzeba tak długo czekać, aż ciasto się upiecze. I oczywiście jeszcze później jęczą, ze ciasto tak długo stygnie :). A ja mam przecież tylko jedną głowę i tylko jedną parę uszu, żeby tego wszystkiego wysłuchać... Na szczęście ręce mam sprawne i chętne, aby to wszystko przygotować, upiec, a potem jeszcze po pasibrzuchach posprzątać...

Ściskam, Kasia